RSS
wtorek, 10 stycznia 2012

Boję się, że kiedyś będę mogła tylko wspominać. Napiszę autobiografię, w której zamieszczę opowieść o niespełnionej miłości, wspomnę o byciu kochanką i w większości skupię się na marzeniach, które istniały tylko w mojej wyobraźni, które nie miały racji bytu. Będę pisać, jak bardzo chciałam, żeby okazało się, że Leśny Skrzat jest moim księciem z bajki, jest właśnie tym, na którego czekałam ponad dwadzieścia lat. Wierzę, że jest moją brakującą połówką pomarańczy. Jestem naiwna. I żałosna. Tak właśnie zakończę moją historię.

14:24, evvelinka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 listopada 2011

Liść opadł. Kolejny. Czasem czujesz się beznadziejnie, bo wiesz, po prostu wiesz, że nie ma już nadziei. Cokolwiek byś nie zrobił, czasu nie cofniesz. Nie powstrzymasz zdarzeń przeszłych. JEJ już nie ma i nic JEJ nie wróci. Teraz zostało tylko odgarnianie liści z grobu.

Październik był najtrudniejszym miesiącem w moim dorosłym życiu. Na szczęście dogadałam się z DeBeściakiem i między nami jest dobrze. Mogę na niego liczyć, więc mam siłę, by znieść ten koniec rodzinnego świata. Ale każdy koniec jest też początkiem.

Kocham DeBeściaka miłością tak wielką, jak 156 centymetrów. Kocham go całą sobą. Każdy dzień bez niego był beznadziejny, bo mówił, że miłość umarła. Nie ma nic gorszego na świecie, niż śmierć miłości. Oby do tego nigdy nie doszło. Miłość musi być wieczna, choćby nadziei nie było, niech miłość trwa.

KW był przelotnym romansem bez dotyku, bez świadomości, bez kontry oko w oko. Zdarzenie to pomogło mi zrozumieć, co naprawdę się liczy. Zrozumiałam też, że ludzie są strasznie fałszywi. Sama jestem fałszywa. Bo wiem, że nie można mówić wszystkiego.

WSZYSTKIEGO mówić nie można, ale można powiedzieć wiele i to tak dosadnie, by weszło w pięty. Powiedziałam JeŻowi, co o niej myślę. Chociaż powstrzymałam się przed dodaniem "Ty dwulicowa suko, spierdalaj". W chuja mnie robi, a ja ją tak lubiłam. Myślałam, że jest moją bratnią duszą. Dałabym się z nią pokroić.

Dziś z każdym mam na pieńku. Nie ma osoby, która by mi nie podpadła. No, chociaż jeszcze brat jest w porządku. Ok, czyli zostało jeszcze półtora miesiąca do końca roku, może zdąży mi podpaść.

kurde, ten rok, chociaż jeszcze się nie zakończył, był pełen wrażeń, mogłabym jeszcze pare rzeczy opowiedzieć, ale może innym razem...

21:46, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 stycznia 2011

Koniec z ukrywaniem się, koniec z nadmierną szczerością, pora odnaleźć równowagę i ją zachować na dłużej, utrzymać tak długo, jak się da. Pora wziąć się za siebie, wziąć się w garść. Oto nastał nowy czas, wielki dzień, wielkie nadzieje, wielkie plany. Pewnie i tak zaskoczy mnie teraźniejszość, ale warto spróbować. Kolejny raz.

22:38, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 grudnia 2010

ok, jesli chodzi o przyjazn w zwiazku... owszem, jest wazna, ale nie najwazniejsza i wychodzi na to, ze nie mozna stawiac przyjazni ponad zwiazek, a tak wlasnie robie. pragne przyjazni, dlatego nie umiem tworzyc zwiazku. tak samo z Danielem... zamiast traktowac go jak chlopaka, ja traktowalam jak przyjaciela. wszystko mu mowilam. a nie powinnam. nie powinnam tyle mowic. wcale nie powinnam sie otwierac. coz, wiec nie wysle Ci tej wiadomosci, Matti, mimo, ze wystarczy wcisnac enter...

21:11, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 grudnia 2010

To prawda, to nieludzkie. Rzuciłam DeBeściaka, bo nie mogłam dłużej ukrywać wzdychania do innego. Jak mogłam zakochać się w innym? Ach, przecież kocham DeBeściaka.. Kocham? Nie wiem, co to miłość. Od 15roku życia nie wierzę w przyjaźń. Jestem wrakiem człowieka, bezdusznym, bezlitosnym. Zaczęłam podrywać mojego pierwszego ex, litowałam się nad nim, a potem powiedziałam mu całą prawdę. O mało nie zabiłam człowieka poprzez me słowa. Potrafię tylko ranić. Nie powinnam nigdy wchodzić w żaden związek. Najgorsze jest to, że nie rozumiem, dlaczego tak się zachowuję. Nie znam samej siebie. Nikt mnie nie zna.

21:55, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
Dodaję stary, zupełnie stary wpis, może sprzed pięciu lat...? Tyle się zmieniło! Eh, w ciągu tych dwóch miesięcy nieobecności też dużo się zmieniło... Napiszę, jak wrócę. Wrócę do pisania.
czwartek, 07 października 2010

"Magdalena poszła w tę stronę. Łudziła się, że może jest to pociąg z ludźmi do Warszawy. Ale był to długi transport sanitarny ze wschodu. Żołnierze wystawiali przez okna obandażowane ręce i głowy, wciąż jeszcze ciekawi świata, spragnieni grochówki i papierosów, które im podawały kręcące się po peronie niemieckie kobiety z NSV. Z niektórych wagonów wyjmowano nosze z rannymi. To byli ci, którzy albo już nie żyli, albo nie nadawali się do dalszego transportu. Stamtąd właśnie rozchodził się ten krzyk, rozpaczliwy krzyk protestu.

Wszyscy chcieli jechać do Reichu. Nawet najciężej ranni, którzy skazani byli na śmierć w drodze, błagali o pozostawienie w wagonie. Ogarniał ich obłędny strach przed wpadnięciem w ręce wroga, przed śmiercią w szpitalu, w obcym mieście. Wynoszeni na noszach czepiali się drzwi rękoma – jeśli mieli je zdrowe – chwytali się fartuchów sióstr, wpijali zęby w ich dłonie i krzyczeli.

Siostry zmęczone, blade, słaniające się na nogach walczyły z nimi nieustępliwie, odginały ich palce zakrzywione kurczowo na krawężnikach drzwi, przytrzymywały ich na noszach, prosiły, płakały i krzyczały tak jak oni.

Wzdłuż toru szła niemłoda, krępa kobieta w białym płaszczu, czystym i starannie wyprasowanym. Twarz jej była maską sztucznego, groźnego spokoju. W ręku trzymała gruba trzcinkę i szybkim, krótkim ruchem uderzała nią w palce rannych, zaciśnięte na drzwiach.

- Schneller! – krzyczała – Schneller! Pociąg ma piętnaście minut postoju.

Po jej przejściu siostry stawały się bardziej bezwzględne. Wyszarpywały z wagonów nosze, zrzucały je na perony, nie odwracały głowy na żadna prośbę czy wołanie.

Krzyk wzmagał się.
Mała siostra czy lekarka wróciła purpurowa na twarzy.

- Nicht schreien! – wrzasnęła.
- Lasst uns schreien! - krzyknął jakiś żołnierz  na noszach stojących na peronie. Uniósł się z wysiłkiem na łokciach i patrząc płonącymi oczyma w twarz małej kobiety powtarzał z namiętnym uporem: - Pozwólcie nam krzyczeć! Co nam więcej zostało? Tylko krzyczeć, krzyczeć na całe gardło z bólu, wstrętu, rozpaczy i nienawiści. Krzyczeć! Krzyczeć do obłędu! Coście z nami zrobili? Kto wam na to pozwolił?

Kobieta w białym czystym płaszczu odwróciła się i odeszła szybko wzdłuż toru.

Młody żołnierz opadł na nosze i oddychał ciężko. Siostry rzuciły się do wagonów usuwać innych rannych.

Magdalena stała opodal, nie mogąc ruszyć się z miejsca.

- Lasst uns schreien! – szepnęła. Tak, to były jej własne słowa, wypowiedziane w chwili, gdy niemieckie zwycięstwa wykluczały możliwość odwrócenia sytuacji. Teraz usłyszała je z ust niemieckiego żołnierza. Podeszła do niego i widząc, że nikt nie zwraca na nią uwagi, uklękła przy noszach.

- Lasst uns schreien!- powtórzyła."

16:10, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 września 2010

Ach, wakacje! Stanowczo za szybko mija ten czas. Tatko zapisał mnie na kurs prawa jazdy, bardzo na to nalega, tak bardzo, że czuję presję nie do odgonienia. Jak sobie poradzę na egzaminie?

Lubię, uwielbiam, kocham mieć wakacje, bo nie mam większych problemów, jedynym moim zmartwieniem jest DeBeściak, który nie pozwala mi jechać do Fiolki, ani Tali. Z jednej strony nie czuję potrzeby podróżowania PKP przez 8 godzin, jednak chciałabym je zobaczyć, pogadać, pośmiać się. Mój luby: albo świat, albo chłopak. To nie fair.

18:58, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 lipca 2010

Okres już minął. Opuściłam Trójmiasto. Wróciłam do domu rodzinnego. Jestem cała spieczona.

Zacznijmy od końca, za dużo solarium, za dużo słońca. No tak, nad morzem nic mnie nie brało, wróciłam jakoby wytarzana w mące, więc chciałam to nadrobić i poobracać się pod sztucznym światłem UV. Pech chciał, że akurat tego dnia było piękne słońce, a ja zrywałam poziomki na działce... Podsumowując, noc była długa i ciężka, nie mogę leżeć ani na plecach, ani na boku. Tarcie brzucha da się znieść. Dziękuję Bogu, że dupa jest w porządku i siedzieć mogę.

Ta chęć na poziomki napełniła czarę goryczy, którą przelała moja kochana Babcia, a zaczął oczywiście Dziadek. Jak mogli? Pytam się - jak mogli tak dowalić własnej wnuczce, która ich tak kocha? Czy oni tyrają ludzi z miłości? Cios poniżej pasa - czepiać się mojej wagi, kiedy sama mam z nią problem.

I mimo iż okres minął, wkurzyłam się przepotwornie i od dziś zaczynam dietę. Nigdy diety mi nie wychodziły, ale teraz mam trzy miesiące wakacji, więc coś z tym zrobię porządnego. Wszak stresu być nie powinno, skoro zajęć nie ma, więc i jeść nie będę. Jestem tak wkurzona, że aż zmotywowana, żeby jeść mniej, a najlepiej nie jeść wcale, ale to za jakiś czas, jak odzwyczaję żołądek.

Eh, pewnie to on da mi w kość i nic z tego nie wyjdzie, ale będę walczyć do upadłego. Boże, wspieraj!

14:07, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 czerwca 2010

Fuck, jeżeli na 160 cm 55 kg to, cytuję, cholernie dużo, to fucking over 60 na 155 cm to jest, kurwa, co???

Mam obsesje! A jakże! Co więcej, mam okres i jeszcze bardziej napuchłam. Co za dzień, fuck.

21:03, evvelinka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11